piątek, 15 marca 2013

Ach ta Japonia!

Dzisiejsza partia niemieckiego zrobiona, dzień troszkę zabiegany, ale kolejne będą jeszcze bardziej. Wolne nieuchronnie zmierza ku końcowi, mam do załatwienia parę uczelnianych rzeczy i projekt w toku. A miałam zwolnić swoje życie...

Przychodzę więc z recenzją książki, książki polskiej. Annę znam z forum postcrossingu. Parę pocztówek, trochę postów - zawsze podobał mi się jej pisarski styl. Przypadkiem trafiłam na bloga, którego podczytuję. I przypadkiem dowiedziałam się również, że Anna pisze książkę. Tę książkę właśnie: 



Coś przyciąga ludzi do tego wyspiarskiego państwa, przez wielu kojarzonego głównie z sushi, mangą i anime, z samurajami i gejszami. Panuje jakaś powszechna moda na Japonię. Mnie Japonia jakoś szczególnie nie pociąga - chociaż lubię japońską literaturę, szczególnie dwóch autorów. Swego czasu jak chyba większość z nas :) oglądałam Czarodziejkę z księżyca (jeśli to w ogóle japońskie, wiem tylko, że w Japonii bardzo popularne). Anna Ikeda w swojej książce „Życie jak w Tochigi” postanowiła przedstawić inny obraz Japonii – codzienność japońskiej wsi. Już we wstępie autorka podkreśla, że nie będzie to książka stricte o Japonii, tylko o codziennym życiu w prefekturze Tochigi. Może to rozczarować wszystkich, którzy oczekiwali kolejnej lektury o tym, co typowo japońskie. Czytelnicy nie znajdą tam również samych zachwytów nad Japonią. Autorka widzi jej zalety, ale nie pomija wad czy też zwyczajów, które Europejczykowi trudno zrozumieć. Anna Ikeda opisuje swoje wspomnienia z poczuciem humoru, z dystansem podchodząc do niektórych aspektów, szczególnie tych kulturowych. Gaijin (tak określają Japończycy cudzoziemców) nie zna przecież zwyczajów i tradycji panujących w obcym kraju. Łatwo się wśród nich zagubić, szczególnie jeśli różnice kulturowe są duże – jak między Europą a Azją. 

Czytelnik dowiaduje się nie tylko, w jaki sposób Anna trafiła do Japonii i jak znalazła pracę, ale także między innymi jakie więzi społeczne między sobą tworzą Japończycy, co jest dla nich ważne i jak odnoszą się do obcokrajowców. Autorka potwierdza, jak bardzo dla mieszkańców Nipponu ważne jest zachowanie twarzy, ale także religia. Relacja jest niezwykle szczera, bo Ikeda nie raz sama brała udział w obrzędach. W powieści znajdują się również historie wywołujące uśmiech, na przykład o tym jak Annie przyszło zostać pastorem udzielającym ślubu czy o wizycie w kociej kawiarni (poważnie! takie są w Japonii :)) . Treść została wzbogacona zdjęciami, które pozwalają dodatkowo odkryć wizualną stronę Japonii i co dla wielu jest dodatkowym czynnikiem "przyciągającym" do lektury. 

Anna Ikeda nie zanudza datami, wydarzeniami historycznymi czy nazwami geograficznymi. Jeśli przytacza jakąś opowieść, która wymaga odpowiedniego tła historycznego, robi to z odpowiednią dozą poczucia humoru i w sposób przyswajalny dla czytelnika, który niekoniecznie zna Japonię i interesuje się nią. A ci, którym temat Kraju Kwitnącej Wiśni nie jest obcy z pewnością znajdą w tej opowieści nowe fakty – mało kto miał okazję poznać klimat japońskiej wsi i generalizacja w tym przypadku nie jest przesadzona. 

Mimo zapewnień autorki, że nie jest to książka o Japonii, nie można do końca się z tym zgodzić. Japonia nie przenika tej powieści, ale jest obecna w życiu Anny. Jest tłem jej codzienności – pracy, domu, rodziny, przyjaciół. Warto więc sięgnąć po tę pozycję i poznać tę codzienność w iście japońskim stylu. 

Także jeśli lubicie książki o życiu w zupełnie innej kulturze, nawet, jeśli lubicie książki po prostu podróżnicze (choć tutaj ta podróż taka bardziej statyczna) to powinniście odkryć "Życie jak w Tochigi". Książka nie była jakoś specjalnie promowana (jak np. promowane jest tanie 50 twarzy Greya (sic!), a szkoda, bo wiele wartościowych pozycji umyka zwykłemu człowiekowi zaglądającemu od czasu do czasu do Empiku/księgarni/biblioteki :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz